DRAMATY LUDZI

Dramatów tych z życia ludzi nie wykreślimy. Niepodobna jednak tutaj nie wskazać na coś w samej ich strukturze, co chroni — a w każdym razie może chronić — przed przerodzeniem się ich w międzyludzkie trage­die. Partnerom sporu, mimo całej różnicy sądów sumienia, a niekiedy przy­gniatającego ich bólu z jej powodu, pozostaje przecież ciągle jeszcze jedno: możliwość wiary, że mimo odmiennych zapatrywań co do środków chodzi im w końcu o możliwie najlepsze urzeczywistnienie tego samego, o afirmację osobowej godności człowieka; że kierują się wzajemnie tą samą troską, by wedle swych najlepszych rozeznań i możliwości dać wyraz afirmacji osoby w całej dostępnej im o niej prawdzie. Sumienie nie oszczędzając ludziom wskutek swej niedoskonałości poznawczej tego, co może ich rozdzielać, zawiera przecież mimo to możliwość zachowania podstawowej więzi. Owszem, jest sui generis apelem o jej zachowanie w tym krytycznym momencie. Jest nim z samej swej natury, skoro pod różnymi treściowymi postaciami, nawet wzajemnie się wykluczającymi, jest sądem wzywającym do afirmacji osoby dla niej samej. Apel ten w tej właśnie sytuacji nie może się nie przerodzić w apel o    wiarę i zaufanie do partnera. Stwarzając trudności i przedziały, zachowuje przez to ciągle szansę ich przezwyciężenia. Dramat przerodziłby się w trage­dię dopiero wówczas, gdyby — wbrew apelowi sumienia — cofnięto wiarę w to, że drugi nawet się nam przeciwstawiając może niczego innego nie prag­nąć, jak tylko dochowania wierności swemu sumieniu do końca.

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply