HISTORYCZNA HAŃBA

A poza tym, musi ktoś wreszcie zmyć historyczną hańbę, jaką w ślad za demokracją ateńską ściągnęły na siebie Współczesne demokracje skazując większością głosów na śmierć niewinnego. Ateńczycy w sto lat po swym ha­niebnym czynie, dokonanym w imię demokratycznej większości, wybudowali Sokratesowi pomnik. Czuli potrzebę zrehabilitowania samych siebie, i swej demokracji. Chcieli też wszystkich innych przestrzec. Ten pomnik miał wołać w stronę wszystkich nadchodzących generacji. Baczność! Demokracja może się upodlić, gdy samowola – uznana wskutek samooślepienia za wolność – uzyska sojusznika w sile większosci. Słabość ludzka chętnie się godzi na łat­wiznę, woli ją jednak nazwać wtedy… wolnością. Uwaga zatem! Głos większo­ści nie jest – sam w sobie – niezawodnym kryterium prawdy! Nie dajmy się przeto zwieść wynikom plebiscytów na Zachodzie! Chodzi o konsens w praw­dzie, nie o prawdę konsensu! Ateny ostrzegają.  A poza tym, musi ktoś wreszcie zmyć historyczną hańbę, jaką w ślad za demokracją ateńską ściągnęły na siebie A poza tym, musi ktoś wreszcie zmyć historyczną hańbę, jaką w ślad za demokracją ateńską ściągnęły na siebie Współczesne demokracje skazując większością głosów na śmierć niewinnego. Ateńczycy w sto lat po swym ha­niebnym czynie, dokonanym w imię demokratycznej większości, wybudowali Sokratesowi pomnik. Czuli potrzebę zrehabilitowania samych siebie, i swej demokracji. Chcieli też wszystkich innych przestrzec. Ten pomnik miał wołać w stronę wszystkich nadchodzących generacji. Baczność! Demokracja może się upodlić, gdy samowola – uznana wskutek samooślepienia za wolność – uzyska sojusznika w sile większosci. Słabość ludzka chętnie się godzi na łat­wiznę, woli ją jednak nazwać wtedy… wolnością. Uwaga zatem! Głos większo­ści nie jest – sam w sobie – niezawodnym kryterium prawdy! Nie dajmy się przeto zwieść wynikom plebiscytów na Zachodzie! Chodzi o konsens w praw­dzie, nie o prawdę konsensu! Ateny ostrzegają.

UCIELEŚNIENIE WZORCÓW

W chwili więc, kiedy nie widać gotowych ucieleśnionych wzorców społe­czeństwa autentycznie demokratycznego w tak zwanym cywilizowanym świe­cie, wzorców bez wynaturzeń, wzorców, które można by po prostu przejąć, trzeba nam pilnie wzorzec taki stworzyć, dla siebie i dla innych: trzeba go skroić na miarę „najmniejszego wśród nas”. Dopiero wtedy demokracja nie udławi się pozorami swej wolności, gdy znajdzie wśród siebie dość wolnej i bezpiecznej przestrzeni dla życia „tego najmniejszego”. Jego życie – zagwa­rantowane mu przez nas wszystkich – to miara autentycznej wolności dla każdego i wszystkich. Nie ma innej miary dla wolności, na miarę człowieka i jego godności. Hasło Tadeusza Kościuszki: „Za wolność waszą i naszą” nie straciło niczego ze swej aktualności, przeciwnie, nabiera nowej, głębszej bodaj niż kiedykolwiek przedtem w dziejach wymowy, wymowy apelu: „Za życie wasze i nasze”. Społeczeństwo, które — gwałcone — dawało zdumiewające dowody, że umie wystąpić w obronie swych praw bez użycia gwałtu, które w tym trudnym miejscu — nie zapożyczyło niczego z arsenału środków przeciwnika stawiającego na przemoc, staje dzisiaj przed najtrudniejszym egzaminem swej dojrzałości: egzaminem z autentycznej demokracji. Stajemy na progu najtrudniejszego wyzwania i najtrudniejszej batalii, którą musimy wygrać nie tylko dla siebie, lecz dla świata. Nikt nie zdejmie z nas ciężaru odpowiedzialności, jaki nakłada dzis na nas „ziemia trudnego wyzwania .

SŁOWA PRZESTROGI

Tak oto staje się jasne, że państwo, które przywłaszcza sobie w sposób uzurpatorski tytuł decydowania o tym, kto jest, a kto nie jest podmiotem praw, które przyznaje jednym moc gwałcenia drugich w zakresie podstawo­wego ich prawa, jakim jest prawo do życia — samo przeciwstawia się ideałowi demokracji, do którego zarazem wciąż się odwołuje, i w ten sposób samo rujnuje fundament, na którym stoi. Zaiste, państwo, które godzi się na syste­matyczne gwałcenie praw ludzi skrajnie bezsilnych, opowiada się przez to samo po stronie prymatu prawa siły nad siłą prawa”.Słowa przestrogi Kardynała, skierowane do demokratycznych państw Zachodu, są jakby echem orędzia skierowanego przed niemal 500 laty do aeropagu ówczesnej Europy zgromadzonego na Soborze w Konstancji przez ówczesnego rektora Wszechnicy Krakowskiej, Pawła Włodkowica: Plus ratio quam vis! O ileż więc bardziej winny być brane pod uwagę przez tych, którzy żyją w bezpośredniej bliskości — czasowej i przestrzennej — tragicznych symboli naszego kończącego się wieku, którzy byli po stronie ofiar, nie oprawców. Mamy więc nie mniejszy powód i obowiązek, by nie zapomnieć, w imię jakiej logiki wyrósł holokaust Oświęcimia, i aby nie przestać dziś zwłaszcza stawiać sobie pytania:Kto wskaże nam i zagwarantuje autentyczny kształt demokracji, gdy na­dejdzie dzień wielkiej odpowiedzialności, dzień, w którym sami będziemy mogli o tym kształcie zdecydować? Kto może nas ustrzec od popełnienia błędu, który popełnili inni? Może to uczynić jedynie on, Nienarodzony. Tylko wtedy, kiedy nikt z najmniejszych nie będzie się musiał lękać naszej demokracji, my nie będziemy się musieli lękać o kształt naszej demokracji. To jedyny dla niej niezawodny „test prawdy”.

LOGIKA PRYMATU

To na podstawie tego aktu uchwalono wkrótce potem osławione ustawy norymberskie o „czystości krwi”, z których wyłoniło się niebawem widmo Dachau, Oświęcimia i Majdanka: w obliczu prawa do wolności przedstawi­cieli jednego narodu, jego „przestrzeni życiowej”, musi ustąpić prawo do ŻYCIA PRZEDSTAWICIELI INNYCH NARODÓW!Oto logika prymatu prawa do wolności jednych nad prawem do życia drugich, „logika” powołana do bytu li tylko aktem samowolnej decyzji tych pierwszych w stosunku do drugich, aktem mocniejszych wobec słabszych, aktem, który siłę racji zastępuje racją siły. Ta logika wolności sama się obna­ża jako logika przemocy. Plus vis quam ratio! Dziwne, dokładnie tą samą „logiką demokracji” – w imię „wolności kobie­ty” i w imię „pluralizmu” – powiało u nas ostatnio w społecznych środkach przekazu. Czy rzeczywiście wolny wybór kobiety decyduje o tym, czy płód w jej łonie jest, czy też nie jest, człowiekiem? Czy rzeczywiście ta jej decyzja ma być przez wszystkich honorowana? Przerażać musi tak zdumiewająco krótka pamięć w pobliżu warszawskiego getta. Czyżby tu uległ zatarciu rów­nież tak szybko wszelki ślad z nauki Bertranda Russela, który przebudziwszy się – z pomocą Hitlera – po życiu strawionym na moralnym akognitywiz- mie przestrzegał wszystkich swych dawnych kolegów decyzjonistów: „Trudno na progu komory gazowej głosić nadal z uporem «De gustibus non est dis- putandum!» jako swe credo etyczne”?

PRECYZYJNA ŚWIADOMOŚĆ

Precyzyjne uświadomienie sobie tej sprawy staje się dzisiaj w Polsce impe­ratywem dziejowej chwili. Na naszych oczach rozpada się system przemocy. Polacy stają na progu demokracji. Ojej kształcie zdecydują oni sami. Będzie to ich wybór i ich wyłączna odtąd odpowiedzialność. Czy będzie to demo­kracja godna swej nazwy, czy będzie to wszystkich bez wyjątku i na równi „Pospolita Rzecz”, w której nikt, nawet najsłabszy, nie będzie się musiał lękać o  swe życie? Wielu jeszcze, niestety, w tym kraju uważa, że oświeceniu i postępowi służą oni najlepiej wtedy, gdy głoszą pogląd przeciwny od wypowiedzianej co dopiero prawdy. Warto dlatego, by w Polsce, która staje na progu demo­kracji, pilnie korzystano z dramatycznej lekcji i przestróg, jakich na temat śmiertelnych schorzeń współczesnej demokracji udzielają Zachodowi sami ludzie Zachodu: z jednej strony prawnicy i mężowie stanu, jak profesor Norberto Bobbio lub Nikolaus książę Liechtensteinu, z drugiej zaś kardynał Joseph Ratzinger, wybitny teolog, a zarazem przedstawiciel narodu, który w demokratycznych wyborach z roku 1933 udzielił mandatu występowania w imieniu całego społeczeństwa Niemiec — Adolfowi Hitlerowi. Właśnie Ratzin­ger, który urodził się nad rzekę Inn, na której przeciwległym brzegu w miasteczku austriackim Braunau przyszedł na świat przyszły, demokratycznie przez naród niemiecki wybrany kanclerz Trzeciej Rzeszy, ma powody, by o tym pamiętać, i ma — jak mało kto inny — prawo, i chyba też obowiązek!, by to właśnie Zachodowi przypominać: Tamten akt był także aktem demokra­cji!

ROZCIĄGNIĘTY RESPEKT

Respekt ten musi się rozciągać — w zgodzie z treścią przesłanki wyjściowej — na całość życia człowieka: od momentu jego poczęcia aż po jego zgon. Pogłębiająca się obecnie w całej ludzkości — także poprzez kontrastujący kontekst fali gwał­tów zadawanych ostatnio ludzkiemu życiu: gwałt na życiu to gwałt na czło­wieku! — ostrość widzenia zachodzącego tu związku, tj. człowieka jako naj­wyższego dobra w świecie i życia jako niezbywalnej podstawy tego dobra – sprawia, że dzisiaj wszystkie niemal cywilizowane państwa idą w kierunku uchylenia stosowania kary śmierci, czyli uchylenia dopuszczalności aktu po­zbawiania życia przez państwo nawet zbrodniarzy, którym popełnienie zbrod­ni (winę) sądownie dowiedziono. Nie znaczy to, iż nie należy karać przestęp­ców, należy jednak wykluczyć jako karę pozbawianie ich życia. Jeśli kierunek ten chcemy uznać za prawidłowy i budzący optymizm, to na jego de akt legalizowania przez państwo czynu pozbawienia życia ludzi nie narodzonych, a więc ludzi najzupełniej niewinnych, oznacza szczególnie rażący i hańbiący współczesne państwo regres w otchłań logicznego i moralnego absurdu.

WDZIĘCZNOŚĆ PROFESOROWI

Kościół może być tylko wdzięczny profesorowi Bobbio za ten apel do niewierzących i zaręczyć mu, że z racji swej własnej misji niczego tak bardzo nie pragnie jak tego właśnie, by nie musiał pozostać jedynym w świecie obrońcą tego, co po prostu ludzkie, co godne jest nazwy „humanum”. I niczego nie życzy bardziej każdemu demokratycznemu państwu, jak tego, by jemu właśnie nie stało się nigdy obce to, co jedynie ludzkie…Również tok wywodu księcia Nikolausa von Liechtenstein w Parlamencie Europejskim uderza swą zwięzłością i konkluzywnością:Niczym się nie różni w swej istocie i godności człowiek, który się już uro­dził, od człowieka, który się jeszcze nie urodził: każdy z osobna jest tym, kim jest od poczęcia aż do chwili zgonu. Respekt dla godności człowieka, należny każdemu z ludzi jako najwyższemu dobru pośród rzeczy i wartości tego świata, domaga się — i sprawdza w aktach — absolutnego respektowania życia ludzkiego jako nieusuwalnego fundamentu owego summum bonum, którym jest każdy z osobna człowiek. Respekt dla godności człowieka, który by nie obejmował jego życia byłby fikcją. Nikt z ludzi: ani jednostka, ani zbiorowość — nie może przeto uzurpować sobie prawa do pozbawiania życia kogokolwiek z ludzi, jeśli nie zechce zawiesić samej zasady respektu dla każ­dego człowieka jako summum bonum w widzialnym świecie.

GŁOS TROSKI

Głosem tej właśnie troski usiłuje wstrząsnąć sumieniem ludzkości wyżej cytowany jurysta włoski Norberto Bobbio. Przemawiając niedawno na wiel­kiej manifestacji na rzecz pokoju w Mediolanie wezwał wszystkie demokra­tyczne państwa Zachodu — w imię pokoju właśnie — do natychmiastowego uchylenia uchwalonych przez nie na przestrzeni ostatnich lat ustaw proabor­cyjnych, określając je jako akt – nie mającego w swym brutalizmie preceden­su w dziejach — barbarzyńskiego wypowiedzenia wojny ludziom nie narodzo­nym przez ludzi narodzonych, jako akt przemocy ludzi dysponujących siłą nad ludźmi skrajnie bezsilnymi, akt ostatecznie kompromitujący cywilizowa­nych ludzi Zachodu; nie jesteśmy za pokojem, jesteśmy agresorami, jesteśmy w stanie wojny, prowadzimy ją, jeśli legalizujemy autorytetem naszego włas­nego państwa masowy mord na ludziach nie narodzonych! Jeśli więc nie zaczniemy naszego zgromadzenia od apelu do wszystkich demokratycznych państw świata o bezzwłoczne uchylenie ustaw aborcyjnych, manifestacja taka, jak niniejsza, nie ma absolutnie żadnego sensu i lepiej ją będzie natychmiast zakończyć – wołał Bobbio. Na koniec profesor Bobbio, sam niewierzący, zwrócił się do wszystkich obecnych niewierzących uczestników zgromadzenia z wezwaniem, by nie zostawiali monopolu zaszczytnej obrony życia człowieka i demokratycznego ładu społecznego… Kościołowi katolickiemu.

RATUNEK DEMOKRACJI

Oto dlaczego na ratunek demokracji i demokratycznemu państwu spieszą dzisiaj ci, którzy próbując powstrzymać je od zadawania śmierci ludziom najbardziej bezbronnym wśród bezbronnych, najsłabszym wśród słabych, najuboższych wśród ubogich, usiłują wstrzymać je od zadania samemu sobie śmiertelnego ciosu. Nie! Cofnięcie ustawy o przerywaniu ciąży to nie regres w demokracji. To jedyny sposób jej uratowania. Nigdy bodaj wcześniej tros­ka o człowieka nie narodzonego nie zbiegła się tak jak dziś nierozdzielnie z troską o demokrację, z troską o autentyczny rozwój i postęp, nigdy bowiem przedtem ludzkość nie wplątała się w równie absurdalny zaułek hołdując demokracji… Tak oto stosunek do człowieka nie narodzonego urasta dziś do rangi „kamienia probierczego” rzetelnego stosunku do demokracji, staje się też sprawdzianem i wykładnikiem tego wszystkiego, co służy autentyczne­mu rozwojowi każdego społeczeństwa i autentycznemu postępowi ludzkości jako całości. Troska o nienarodzonego staje się dzisiaj po prostu rei socialis SOLLICITUDO PRIMA!

ZAKŁAMANIE PRAWA

Niepodobna pomyśleć większego zakłama­nia prawa, a przez to większego samozakłamania państwa. Jest to szczytowe zaiste spiętrzenie absurdu i strukturalnego zła. I szczytowe zarazem na­gromadzenie ich niszczących mocy. Jak z tego wyjść?Na szczęście, w tym niewątpliwie dramatycznym momencie spieszy niena­rodzonym na odsiecz sama logika, stawiając nas wobec pytania: W kogo uderza śmiercionośny cios, który państwo — na poczet demokracji i prawa wymierza w człowieka nie narodzonego? Czy tylko i wyłącznie w niego? Wydaje się, iż samo to pytanie starcza za odpowiedź. Niepodobna wszak nie widzieć całej dalekosiężnej skuteczności tego ciosu. Wymierzony w człowieka nie narodzonego uderza nie mniej bezwzględnie w tego, kto go wymierza: uderza on w roszczące sobie tytuł do nazywania siebie demokratycznym i praworządnym — państwo i społeczeństwo! Dokonany w majestacie prawa w imieniu państwa zamach na ludzi nie narodzonych staje się samobójczą śmiercią demokracji, jest ciosem wymierzonym w samo serce demokratyczne­go ładu i ustroju państwowego. Oto dlaczego trzeba nam dzisiaj, i wystarcza, udzielić głosu tylko — logice.Osobliwe, udzielając głosu logice, udzielamy go zarazem nienarodzonemu. To jego głosem przemawia dziś do nas logika… „Nie pytaj, komu bije dzwon! Bije on tobie” (John Donnę).