PODOBNE ZAUFANIA

Lecz to „do końca” oznacza przecież, że istnieje podstawa, iż również on darzy nas po­dobnym zaufaniem i wiarą. Ta właśnie wpisana w istotę sumienia zdolność do wychodzenia poza siebie, do transcendowania siebie i ciągłego poddawa­nia pod sąd kryterium prawdy o osobie, zostawia ciągle otwartą możliwość podejmowania wspólnie dalszego trudu w poszukiwaniu rozwiązania, które mogłoby znaleźć obopólną aprobatę i przywrócić tym samym utraconą jed­ność. Jest ono tym dziwnym narzędziem, które rozpętując spór, pozostawia nadzieję na jego rozwiązanie. Porzucić tę nadzieję można by tylko porzucając sumienie. Dlatego pozostaje ono zawsze pomostem nad przepaściami powsta­łymi wskutek jego niedoskonałości. Utrzymanie tego pomostu jest sprawą wierności sumieniu w warunkach oczywiście niełatwych, gdyż rzetelna wiara w drugiego nie jest sprawą łatwą, o którą nie trzeba by walczyć z przeciwni­kiem groźniejszym od drugiego, tj. z samym sobą. Niewiarę w drugiego przychodzi nam daleko łatwiej usprawiedliwić przed sobą aniżeli wiarę w niego.Któż by mógł w tym dorównać Norwidowi? Tej bolesnej melodii nie wyczuwamy nawet w Arystotelesowym: „Należy bowiem prawdę cenić więcej niż przyjaciół”. Ani tego wyczucia egzystencjalnej więzi pomiędzy troską o prawdę i troską o przyjaciół, chociaż do niego należy autorstwo nieśmiertel­nej formuły przyjaźni: „Idem velle et nolle”.Jeśli tedy sumienie okazuje się paradoksalnie cudownym instrumentem, przy pomocy którego można wyrazić drugiemu swe nieodwołalne „tak” nawet pod postacią sytuacyjnie uwarunkowanego „nie”, to nie istnieje tym samym teoretycznie beznadziejna i egzystencjalnie tragiczna sytuacja między­ludzka, w której autonomię własnego sumienia można by ratować jedynie kosztem afirmacji drugiej osoby.

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply