SAMOBÓJSTWO DEMOKRACJI

Państwo i cała jego godność wywodzi się z godności tego, kogo ono jest tylko ministrem, czyli sługą. Rządzić państwem to służyć — za pomocą prawa — każdemu człowiekowi z osobna i wszystkim łącznie ludziom bez wyjątku — w obszarze zakreślonym jego jurysdykcją. Wszak powoła­niem państwa nie jest ostatecznie nic innego jak tylko: ochrona każdego ze swych obywateli z tej racji, że każdy z nich bez wyjątku jest po prostu tym, kim jest: człowiekiem. Lecz właśnie w imię jego ochrony, w imię ministerium wobec człowieka, państwo musi w pierwszym rzędzie zabezpieczyć jego życie, stanowiące dla niego fundamentalne dobro. Wszak człowiek jest tym, kim jest, człowiekiem, jeśli w ogóle jest, czyli żyje. „Viventibus vivere est esse” powiada św. Tomasz z Akwinu. Zabezpieczyć człowieka jako człowieka znaczy więc, przede wszystkim, zabezpieczyć jego życie. Absurdem byłoby proklamowanie zasady sprawiedliwości w charakterze podstawy demokratycznego ładu społecznego i podstawy wszelkiego demo­kratycznego prawodawstwa jako zasady afirmacji człowieka głoszącej: każde­mu z ludzi należny jest na równi bezwarunkowy respekt z racji bycia człowie­kiem, gdyby się w pierwszym rzędzie nie respektowało życia ludzkiego, chroniąc je ustawowo przed zagrożeniem ze strony kogokolwiek. Spojrzenie na konieczny związek respektowania człowieka z respektowaniem jego życia („Jeśli kto respektuje człowieka, to respektuje jego życie”) w świetle logiczne­go prawa kontrapozycji: (p > q) > (-q > -p), ujawnia z całą naocznością, że jeśli się nie respektuje bezwarunkowo życia każdego bez wyjątku człowieka, wówczas żadnego z ludzi nie respektuje się jako człowieka.

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply