ŚWIADOMOŚĆ DYSPROPORCJI

Uświadomienie sobie dysproporcji pomiędzy wiedzą, jaką dysponujemy i wiedzą, jakiej trze­ba by nam w sprawach dla współżycia osób tak doniosłych, roznieca bądź pogłębia już istniejące pragnienie dotarcia do źródeł, które mogłyby ten niedosyt, przechodzący w sytuacji sporu w głęboką udrękę, w jakiś sposób zaspokoić. Tylko z tego egzystencjalnego głodu mogło wypłynąć pytanie: „Quis ostendit nobis bona?” i zrodzić się wołanie: „Ab meis occultis libera me! Veni ad illuminandum!” Czy źródła takie istnieją? Czy można do nich dotrzeć? Czy nie jest to wołanie w pustkę, wołanie daremne?Rozważaliśmy dotąd sytuację, gdzie brano pod uwagę zasadniczą możli­wość znalezienia sposobu dotarcia i pokazania partnerowi racji zdolnych przekonać go i Uzyskania przez to upragnionego „idem velle et nolle”. Dlate­go też wiara, jaką w niego inwestowano i jakiej od niego oczekiwano, trakto­wana była tu jako czasowe provisorium. Wypełniała ona tylko przerwy w rejonach w zasadzie dostępnych, lecz akcydentalnie wymykających się oczy­wistości poznania. Współżycie osób obfituje jednak jeszcze w inne sytuacje, bodaj najbardziej swoiste dla współbycia istnień osobowych. Wydaje się też, że zaprzeczyć temu mógłby tylko ktoś, kto nie wyczuwa, kim właściwie jest osoba i dlatego zdradza, że niewiele o niej wie. Kim jest osoba? Filozofia uczyniła wiele wysiłku, by odsłonić nam prawdę o osobie. Czyniąc to, nie bez powodzenia zresztą, równocześnie zasłaniała — mirabile dictu — swymi od­kryciami tego, kogo pragnęła odsłonić.

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply