W TYM SAMYM MIEJSCU

W tym miejscu trzeba jednak uczynić jeden krok dalej. Analiza filozoficz­na ludzkiego istnienia ujawnia bowiem jego niekonieczność i przez to jego radykalną darmowość. Człowiek jest: zaczyna istnieć i istnieje, ponieważ jest darem. Czyim? Nie samych tylko rodziców, skoro ciągle jacyś rodzice bezrad­nie opłakują śmierć swych dzieci. Czyim więc? Tego, kto będąc Osobowym Absolutem Istnienia, jedynie mocen jest obdarować kogokolwiek innego osobowym istnieniem. Jedynie dzięki bezpośredniej interwencji stwórczej Osobowego Dawcy życia — człowiek zaczyna w ogóle być, i być człowiekiem. Człowiek zaczyna żyć i żyje jako ten, kogo Bóg stwórczo po imieniu wzywa ten, w kim go stwórczo po imieniu wzywa. Z tego stwórczego wezwania i spotkania człowiek po prostu Żyje jako teofania. Żyje uczestnicząc w — zarazem faktem swego życia ujawniając obecne w nim — Sacrum. Stąd też nie do Żydów dopiero, braci w wierze, lecz już do Greków mógł święty Pa­weł powiedzieć: „W Nim bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28). Z Bogiem więc ma do czynienia, kto ma z życiem człowieka do czynie­nia. Stwórca jest tam, gdzie człowiek jest! Oto dlaczego niemożliwe jest „tak” dla człowieka inaczej, jak tylko poprzez „tak” dla jego Osobowego Stwórcy, co ze swej strony nie może się wyrażać inaczej, jak tylko poprzez „tak” dla życia ludzkiego jako par excellence „Bożego daru”, daru, w którym uobecnia się sam Dawca życia in actu et in Persona.

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply